KALLOS BLUEBERRY
Dzisiaj trochę o masce, która dość długo czekała na swoją kolej, jednak w końcu się doczekała.
Czas więc trochę Wam o niej opowiedzieć.
Czas więc trochę Wam o niej opowiedzieć.
OPIS PRODUKTU:
Maska z aktywnym składnikiem - ekstrakt z owoców czarnej jagody, który przenika
do włosa nawilżając, odżywiając i odbudowując zniszczone, martwe włosy. Maska
ze względu na wysokie stężenie substancji czynnych i witamin natychmiast odżywia
i pielęgnuje suche i zniszczone farbowaniem włosy.
Olej z awokado głęboko odżywia włosy i skórę głowy. Włosy są zdrowe, elastyczne i lśniące.
SKŁAD PRODUKTU:Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Persea Gratissima Oil, Parfum, Vaccinium
Myrtillus Extract, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol,
Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate,
Pyridoxine HCl, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolino ne, Methylisothiazolinone.
CENA PRODUKTU:
ok. 10zł / 1000 ml (1l)
MOJA OPINIA:
Maska znajduje się w standardowym dla Kallosów litrowym, plastikowym słoiku.
Sam słój utrzymany jest w kolorze fioletowym, który od razy kojarzy nam się
z jagodami.
Produkt wydobywamy ręką, co pozwala nam na dostosowanie idealnie potrzebnej
nam ilości.
Konsystencja nieco budyniowata, jednak na pewno rzadsza niż w przypadku maski
Latte, czy nawet Banana. Liczyłam na słodki, jagodowy zapach, jednak o zbieżności
zapachu z jagodą nie ma mowy. Maska pachnie dość perfumowo, trochę przypomina
zapachem tanie odżywki, zapach jest słodki, jednak przyjemny dla nosa.
Aplikacja nie sprawia problemu. Maska nakładana na mokre włosy nie spływa z nich.
Włosy są co prawda wygładzone, miękkie i dociążone, jednak nie wiedzę nawilżenia
jakie daje mi wersja Latte i Bananowa.
Podsumowując: Nie robi krzywdy moim włosom, jednak wydaje mi się, że inne maski działają
lepiej, więc będę testować dalej.