Obserwatorzy:

INTENSYWNA ODŻYWKA MRS.POTTER'S

Firmę stosunkowo niedawno dopiero zauważyłam na rynku, a już zdążyłam
się naczytać westchnień w jej kierunku. Miałam to szczęście i udało mi się załapać
na darmowy egzemplarz podczas jednej z akcji na Facebooku. Dzisiaj chcę Wam
powiedzieć nieco więcej na temat odżywki, którą już mogliście oglądać w jednym z denek.



OPIS PRODUKTU:
Odżywka do włosów suchych i zniszczonych zawiera ekstrakt
z aloesu znany z silnych właściwości regenerujących i nawilżających oraz proteiny
jedwabiu, które wygładzają włosy, nadają im elastyczność i połysk. Składniki pielęgnujące
zawarte w odżywce przeciwdziałają elektryzowaniu się włosów, ułatwiają ich
rozczesywanie oraz stylizację. Efekt: włosy są zregenerowane i nabierają zdrowego 
wyglądu.

CENA PRODUKTU:
ok. 8zł/250ml

SKŁAD PRODUKTU:

MOJA OPINIA:
Produkt znajduje się w 250ml., mlecznej butelce z estetyczną etykietą.
Stan produktu możemy kontrolować patrząc "pod światło".
Plastik, z którego wykonana jest butelka jest miękki, dzięki czemu bez problemu
wydostaniemy produkt.


Odżywka jest biała, nieco perłowa. Konsystencja odżywki jest bardzo płynna,
co nie obciąża na pewno włosów, ale niestety z moich włosów często spływała.
Co do zapachu to ma ona typowy zapach aloesowy, który dla mnie jest zbyt
chemiczny i ja osobiście takich nie lubię. Na szczęście nie utrzymuje się na włosach.
Jeśli chodzi o działanie to niestety u mnie się ona kompletnie nie sprawdziła.
Nie nawilżała, nie wygładzała, nie dociążała włosów, nie zmiękczała ich nawet.
Próbowałam jej jako odżywkę bez spłukiwania, do spłukiwania, jako maskę, a także
zamiast szamponu - niestety moje włosy jej nie polubiły i chyba "zamknęły" się na jej
działanie.


Podsumowując: U mnie niestety ta odżywka się nie sprawdziła, co nie oznacza,
że na Waszych włosach się nie sprawdzi. Myślę, że za tę cenę to warto wypróbować.

ULUBIEŃCY - YOUTUBE CZ.I - BEAUTY

Jako, że w poprzednim miesiącu oglądaliście ulubieńców kosmetycznych to w tym
miesiącu czas na coś innego. Wybrałam kanały na youtube, które osobiście subskrybuję
i bardzo lubię. Postaram się co nie co o nich również powiedzieć.
Na pierwszy rzut idą kanały beauty - związane gównie z tematyką urodową.
Kolejność jest zupełnie przypadkowa.


źródło

Czy komukolwiek muszę przedstawiać przesympatyczną i pełną pozytywnych odczuć
Ewę?
U mnie Ewa zawsze wywołuje uśmiech na twarzy, a ponadto wiele z jej rad
wykorzystałam w praktyce. W ogóle jedna z pierwszych osób, które oglądałam
zaczynając swoją przygodę z kosmetykami.


źródło

Chyba kolejna postać, której przedstawiać nie muszę. Pełna optymizmu, przesympatyczna
i piękna Olga. Jej kanał nie składa się wyłącznie z tematyki beauty, jednak przeważają
właśnie one. Uwielbiam ją chyba za wszystko - za energię, za uśmiech, za włosy, za wiedzę,
ale przed wszystkim za to, że jest po prostu Oleską.


źródło
O Pannie Joannie również nie trzeba za wiele mówić. Osoba, która ma w sobie tyle energii,
pozytywnej energii, że po obejrzeniu jej filmiku mam siły, by zrobić coś pożytecznego.
Dziwne, a jednak tak właśnie na mnie działa. Mówi konkretnie i z sensem.


źródło
Trafiłam na jej kanał przez filmik z chłopakami, o których napiszę Wam w części
o youtuberach
innych niż beauty. Od razu ją polubiłam i świetnie rozumiem jej
poczucie humoru, jednak uważam, że jest to osoba do której trzeba nijako dojrzeć.
Osoby, które nie zrozumieją poczucia humoru Fokusowanej mogą się do niej zrazić,
tak było w przypadku mojej przyjaciółki, której poleciłam kanał.

FoodDrugAndCosmetics

źródło
Od tego kanału zaczęła się cała przygoda z moim zainteresowaniem kosmetykami.
Dzięki temu kanałowi zaczęłam czytać składy, interesować się różnymi produktami,
poznawać nowe rzeczy i terminy związane z kosmetykami. To właśnie temu kanałowi
zawdzięczam "pchnięcie" mnie w tę stronę po której się obecnie znajduję i to,
że założyłam bloga.



madzik230390
źródło

Madzik jest chyba mi "najbliższa" - przede wszystkim dlatego, że jeszcze nigdy nie było
sytuacji, żebym nie otrzymała odpowiedzi na swój komentarz, co uważam jako integrację
z widzami. Madzik nie tylko porusza tematy beauty, ale od jakiegoś czasu dzielnie dąży
do zrzucenia kilku kilogramów, co bardzo mnie motywuje, ponieważ obecnie sama
walczę o to. (Na pewno o tym napiszę jak uzyskam idealną wagę.)
Mam nadzieję, że kiedyś będę miała możliwość wybrać się do Słupska i poznać ją osobiście!
Mam wrażenie, że jest jedną z tych youtuberek, które zdobywają sympatię tym jakie są
i tym, że pokazują prawdziwą siebie, bez zbędnych "cyrków".


To by było na tyle. Oczywiście nie są to wszystkie kanały, które subskrybuję, ale które
najbardziej na chwilę obecną lubię. Myślę, że za jakiś czas pokażę Wam kolejne.

ROSYJSKI PEELING DO TWARZY Z MALINAMI I WYCIĄGIEM Z BRUSZNICY

O tym, że kocham peelingi nie muszę chyba nikomu przypominać.
To właśnie dzięki nim w mojej pielęgnacji (zarówno twarzy jak i ciała)
nastąpił przełom. Moja cera je uwielbia - codzienne stosowanie doprowadziło
ją do stanu, o którym wcześniej mogłam tylko pomarzyć.
Znalazłam swój peeling idealny - pastę z Ziaja, jednak mam ochotę co jakiś czas
testować nowe produkty. Dzisiaj właśnie o jednym z nich.



OPIS PRODUKTU:
Delikatne oczyszczenie dla suchej i wrażliwej skóry. Nasiona malin, usuwają
martwe komórki skóry bez uszkadzania skóry wrażliwej, ekstrakt z brusznicy,
doskonale tonizuje skórę, stymuluje odnowę komórkową, poprawia cerę.
Po użyciu skóra staje się niezwykle gładka i delikatna. Zauważalnie poprawia wygląd
i kondycję skóry. Stosowanie: niewielką ilość peelingu nanieść na wilgotną twarz i szyję,
z wyjątkiem obszaru wokół oczu. Delikatnie masować, następnie spłukać ciepłą wodą.
Zaleca się stosowanie 1-2 razy tygodniowo.

CENA PRODUKTU:
TUTAJ - 12,90zł/50ml

MOJA OPINIA:
Peeling znajduje się w miękkiej tubce, której tworzywa nie potrafię określić (coś pomiędzy
plastikiem, a gumą) o pojemności 50ml.
Składu Wam nie przytoczę, ponieważ niestety nie znam rosyjskiego, a nie znalazłam
nigdzie wersji po polsku.
Sam peeling ma delikatnie różowy kolor, a w nim zatopione są ciemniejsze, różowe
drobinki. Zapach jest bardzo delikatny, lekko malinowy, nie utrzymuje się długo.
Co prawda nie potrzeba wiele produktu, aby dokładnie wypeelingować cerę, ale niestety
produkt jest mało wydajny i bardzo szybko mi się skończył przy codziennym używaniu.
Skóra po jego użyciu była miękka, gładka, a martwy naskórek został złuszczony.


Podsumowując: Z samego działania jestem zadowolona, jednak cena nie jest adekwatna
do wydajności. Wolę kupić pastę z Ziaja, która jest o połowę prawie tańsza, wydajniejsza
i daje podobny efekt dodatkowo porządnie oczyszczając.



WYPOCINY KAROLINY , CZYLI O TYM CO MNIE OTACZA


Zapytałam Was, czy chcecie raz w miesiącu post niekosmetyczny - taki przerywnik,
dwa like i komentarz na tak, więc zadecydowałam, że spróbuję. Jak się ta seria nie będzie
cieszyć powodzeniem to po prostu z niej zrezygnuję i tyle :)

Dzisiejszy temat będzie dosadny, ale na pewno na tym poście go nie skończę. Jeśli ktoś
się nie zgadza z moim poglądem - spokojnie, masz do tego prawo i ja chętnie mimo wszystko
poznam Twoją opinię, ale pod warunkiem, że przeczytałaś/eś moją.


Ilu z Was jest kierowcami? Ilu jeździ jako pasażer? A teraz niech podniosą rękę osoby,
które NIGDY nie narzekały na kierowców samochodów ciężarowych. No właśnie,
albo brakuje Wam odwagi rękę podnieść, albo po prostu nie ma takiej osoby.
Na co najczęściej narzekamy? A no na ich prędkość, na wymuszanie pierwszeństwa
i tak dalej... A czy ktoś z Was postawił się kiedykolwiek na ich miejscu?

*Na początku zaznaczę, że piszę ogólnikowo, na przykładach mi znanych, które
poznałam
dzięki rozmową z kierowcami. Nie zaliczam tu kierowców, którzy po prostu sądzą,
że większym
samochodem mogą więcej.*

Chyba każdy z Was wie, że taki kierowca ma normowany czas pracy i normowany
czas, w którym musi dostarczyć towar, prawda?
Czas dostarczenia towaru jest z góry ustalony przez zleceniodawcę i firma spedycyjna
musi się go ściśle trzymać, aby otrzymać pełne wynagrodzenie za usługę. Za przekroczenie
czasu,  czyli po prostu nie przyjechanie na czas są nakładane kary.
Natomiast czas pracy jest ściśle kontrolowany przez tachograf. (Urządzenie pomiarowe,
łączące  w sobie funkcje prędkościomierza i zegara. Tachograf rejestruje w funkcji czasu:
przejechaną  przez pojazd drogę, jego chwilową prędkość, jak również tzw. aktywność
kierowcy,  czyli okresy  jego pracy, dyżuru przy pojeździe czy odpoczynku - źródło)
Kierowca w ciągu dnia może jechać MAKSYMALNIE 9 godzin z 45min. przerwą. (więcej)
W ciągu tygodnia (poniedziałek 00.00 – niedziela 23.59) dopuszczalny jest dwukrotnie
dzienny czas kierowania pojazdem wynoszący 10 godzin. (źródło)

Zdjęcie przedstawia tachograf mojego znajomego w momencie, kiedy dojechał na miejsce docelowe.


Teraz co nie co o polskich drogach.
Jaki jest ich stan chyba każdy wie, nie muszę nikomu przybliżać. Teraz wyobraźcie sobie
sytuację, że jest droga jednopasmowa. Samochód osobowy jedzie 50km/h, a za nim jedzie
ciężki samochód, który dodatkowo jest obciążony towarem.
Fizyka mówi, że im większy ciężar, tym większe tarcie i taki samochód potrzebuje więcej
miejsca na to, aby się rozpędzić nawet do tych 50km/h. A teraz sobie jedzie przed nim taki
"turysta". I co robi kierowca samochodu ciężarowego? Wyprzedza. Nie ważne, czy ciągła,
nie ważne czy skrzyżowanie, czy przejście dla pieszych. Stara się nie tracić czasu. A dlaczego?

Nasuwają mi się dwa analogiczne przykłady, jeśli nie przemawia to Was nakładanie kar
za przekroczony czas dostawy.
  Wyobraź sobie na początek, że idziesz rano do sklepu po zakupy. A tam na pólkach pusto.
Niestety kierowca nie zdążył na czas. Tachograf wybił 9h i kierowca chcąc nie chcą musi
stać 45h oddalony nawet o kilka kilometrów. Byłbyś/Byłabyś szczęśliwa, że jechał przepisowo?
  Drugi przykład. Twój mąż jest kierowcą samochodu ciężarowego. Jadąc drogą jedzie przed
nim inny samochód, który ma na liczniku 89km/h, a dopuszczalna prędkość to 120k/h.
Jadąc za nim musi jechać wolniej - logiczne. Dajmy, że jedzie 88km/h. W ciągu 10h, które
właśnie w ten dzień wykorzystuje, traci na trasie 10km. A co jeśli te 10km brakuje mu do celu,
czy do domu, gdzie na niego czekasz? Zamiast spędzać weekend z Tobą on musi stać te 10km
od domu, aby po 45 godzinach ruszyć w dalszą trasę.

Rozumiecie do czego zmierzam?
Nie pochlebiam kierowców, którzy łamią przepisy, (broń boże!) ale chcę Wam co nie co
uświadomić, a może dać też trochę do myślenia kiedy następnym razem puścicie wiązankę
w ich kierunku. Zamiast przeklinać, zróbcie miejsce na drodze, zjedźcie aby nie musieli
wyprzedzać Was "na trzeciego".  Bycie kierowcą to bardzo ciężka praca, ale o tym może
następnym razem. Chcę w Was, moich czytelnikach wzbudzić nutę zrozumienia.
Sama niejednokrotnie uświadamiam ludzi z mojego otoczenia o tym.
Jeśli macie jakiekolwiek pytania - śmiało, piszcie, postaram się odpowiedzieć.

OLEJEK GRUSZKOWY POD PRYSZNIC - ISANA

Czy tylko ja lubię pięknie pachnące rzeczy w kąpieli? Czy tylko ja jestem takim
leniuszkiem, że perspektywa olejku pod prysznic jest dla mnie ideałem?
Poczytajcie o tym, czy olejek z Isana sprawdził się u mnie tak jak powinien!
OPIS PRODUKTU:
ISANA olejek z melonem i gruszką odpręża ciało podczas kąpieli. Wysokowartościowa
receptura z olejkiem perłowym pomaga chronić skórę przed jej przesuszaniem.
Skóra jest miękka i jedwabista w dotyku. Świeża owocowa kompozycja zapachowa
na bazie melona i gruszki sprawia, że prysznic staje się wyjątkowym przeżyciem.

CENA PRODUKTU:
ok. 3zł / 300ml

SKŁAD:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer,
Tocopheryl Acetate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Disodium EDTA, Benzophenone-4,
PEG-40 Hydrogenated Castol Oil, Mannitol, Cellulose, Hydroxypropyl Methylcellulose,
Sodium Chloride, Ethylhexylglycerin, Parfum, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone,
Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide, Citric ACID, CI 15985, CI 77492.



MOJA OPINIA:

Gumowa, miękka, przezroczysta butelka z standardowym zamykaniem na "klik".
Butelka jest bardzo solidna, a dzięki jej przezroczystości możemy na bieżąco
kontrolować poziom zużycia produktu.
Zamykanie nie otwiera się mimowolnie. (Miałam go na podróż i nic się nie rozlało :) )
Konsystencja jest żelowo-oliwkowa, dzięki czemu przyjemnie rozprowadza się
na ciele, nie spływa z niego i nie ma problemów z jego spłukaniem.
W olejku zatopione są niewielkie, miękkie, białe kuleczki - nie wiem do czego mają
one służyć, ale ani nie peelingują, ani nie przeszkadzają - ot tak - są.
Olejek pachnie przepięknie! Soczysty melon w połączeniu z dojrzałą gruszką
to mieszanka idealna! Tak energetyzujący zapach utrzymuje się na naszym ciele
dość długo w porównaniu z innymi produktami pod prysznic Isana.
Szczególnych właściwości pielęgnujących nie zauważyłam, jednak na pewno nie
wysusza naszego ciała, dobrze je myje i zostawia przyjemny zapach.


Podsumowując: Bardzo chętnie będę wracać do tego produktu, ponieważ niesamowicie
umila mi kąpiel, a za tak niską cenę jego wydajność jest dla mnie zaskoczeniem, więc jest
to mój must have od teraz!



DENKO #8 - LUTY

Dzisiaj czas na kolejne denko. Co prawda luty był najkrótszym miesiącem, jednak
udało mi się wykończyć dość sporo produktów, które były otwarte i tak sobie leżały
i czekały nie wiadomo na co. Bez zbędnego gadania przechodzimy dalej.

ZIELONY - kupię,
ŻÓŁTY - może kupię/zastanowię się/kiedy będzie potrzebny to kupię,
CZERWONY - nie kupię.









SUCHY SZAMPON BATISTE - świetny szampon. Używałam go tylko w sytuacjach
kryzysowych i kiedy zależało mi na objętości, więc wystarczył mi na bardzo długo.

ODŻYWKA BB LIBIOTICA BIOVAX - pokazywałam Wam ją w ulubieńcach stycznia.
Recenzja czeka z zapasach, więc nie będę nic więcej mówiła.

OLEJKI ORIENTALNE MARION - świetne serum, które robiło co robić powinno.

JEDWAB BIOSILK - z racji, że ma alkohol w składzie nie używałam go solo. Zrobiłam
sobie mieszankę tego jedwabiu i oleju arganowego. Spisuje się, jednak do niego nie wrócę,
ponieważ wolę jedwab z GP.


SZAMPON PRZECIWŁUPIEŻOWY ZIAJA - był w domu od bardzo dawna. Kupiła go
kiedyś moja mama i tak sobie stał, więc postanowiłam do zużyć do porządnego oczyszczania
raz w tygodniu.

SZAMPON OCZYSZCZAJĄCY PILOMAX - (recenzja) zużyłam również tak jak szampon
wyżej. Nie szczególnie mnie zachwycił.

SZAMPON BABYDREAM - niestety był gorszy niż jego brat ułatwiający rozczesywanie.
Miałam strasznie 'tępe' włosy po nim, więc zdecydowanie wybiorę jego brata.



PŁYN MICELARNY BEBEAUTY - (recenzja) jest w każdym denku i chyba nie muszę
nic więcej o nim mówić.

PODKŁAD THE ONE ORIFLAME - podkład mojej mamy. Zbiła się szyjka, więc trafił do denka.

KREM ANEW
- nie wiem ile stał w naszej łazience, ale chyba zdecydowanie za długo.



WYGŁADZAJĄCY BALSAM TOŁPA -  opornie szło mi jego zużywanie, głównie dlatego,
że ma parafinę w swoim składzie i zostawiał tłusta warstwę, której ja nie cierpię.

BALSAM DO CIAŁA JOANNA - używała moja mama. Kupiła po nim drugie opakowanie,
więc musiał się sprawdzić.

ŻEL DO GOLENIA SKINO - też często pojawia się w moich denkach. Bardzo lubię.


ŻEL ISANA - przyjemny żel, nie wysuszał, nie podrażniał, a do tego fajnie pachniał.

OLEJEK POD PRYSZNIC - pachniał obłędnie! Miał w sobie małe drobinki, jednak nie
przeszkadzały mi one. Fajnie był i nawilżał delikatnie skórę. Chętnie wrócę do niego.

PEELING DO CIAŁA - (recenzja) zdecydowanie mój idealny peeling.


MYDŁO W PŁYNIE PALMOLIWE Z MIGDAŁEM/ Z OLIWKĄ - oba mydełka
bardzo fajne. Nie wysuszały rąk.


MYDŁO W PŁYNIE - dostałam je do testowanie z Biedronką. Pure Flower zdecydowanie
było moim faworytem, pachniało takimi lukrowymi cukierkami, które jako dziecko dostawałam
na Wielkanoc. Hawaiian Dreams było mocno perfumowane, a Green Touch pachniało trochę
ogórkowo. Pełnowymiarowe produkty mają wejść / weszły do Biedronek.


ANTYPERSPIRANT ZIAJA - mój ulubiony, wiele razy był w moich denkach.

KREM DO RĄK ISANA MED - używałam go bardzo długo, bo coś koło roku.
Świetny krem, który bardzo dobrze nawilżał. Męczył mnie jedynie zapach.

ANTYPERSPIRANT W SPRAYU ALTERRA - jako antyperspirant kompletnie nie
dawał rady. Zużyłam go jako mgiełkę do ciała. Pachniał żelkami colowymi.


REGENERUM DO PAZNOKCI - u mnie średnio się spisało, po za tym, że nawilżyło
skórki wokół paznokci. Ale planuję dać mu drugą szansę.

ODŻYWKA WIBO - świetna odżywka, mamy kolejną.

MASECZKA ZIAJA DOTLENIAJĄCA - nie widziałam żadnego jej działania.


MASECZKA ZIAJA OCZYSZCZAJĄCO-ŚCIĄGAJĄCA - maseczka świetnie oczyściła
moją cerę i wyraźnie ją ściągnęła. Na pewno będę po nią sięgać.


Kolejna zużywa GĄBKA DO MAKIJAŻU, ulubione płatki CAREA i dwie pasty do zębów.


A jak Wasze denkowanie w lutym? :)

NOWOŚCI LUTEGO

W lutym nie było mowy o zakupach - czas zużywać zapasy. (co idzie mi naprawdę
bardzo dobrze i kurczą się z dnia na dzień!) Jednak mała garstka nowości się u mnie
znalazła - mniej lub bardziej przypadkowo :)


* Olej arganowy, Manufaktura Apteczna (recenzja)
* Żel pod prysznic ISANA, limitowana kolekcja
* Maseczka do twarzy, liście zielonej oliwki, Ziaja


* Płyn micelarny bebeuaty (recenzja)
* Perfumty FM nr. 404 (tanie perfumy, które naprawdę lubię :) )

* Żel do mycia twarzy cera normalna i mieszana Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)
* Płyn micelarny cera normalna i mieszana Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)


* Krem CC LIGHT do jasnej cery Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)
* Lekki krem nawilżający dzień/noc fala nawilżenia Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)

* Krem do stóp nawilżający Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)
* Krem do rąk nawilżający Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)
* Peeling drobnoziarnisty cera normalna i mieszana Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)


* Balsam nawilżający Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)
* Balsam ujędrniający Kolastyna (wygrana na wizaż.pl)

XXXL LONGLASTING LIPGLOSS - ESSENCE

Chyba kilka z Was czekało na tę recenzję odkąd poinformowałam Was o tym,
że będę miała w swoich zbiorach całą serię błyszczyków z serii XXXL Longlasting
od Essence. Tak więc po głębszych testach jestem gotowa Wam coś więcej
o nich napisać.
Podzielę wpis trochę, z racji, że mam tu właściwie dwa rodzaje - matowe
i z efektem lustrzanego blasku. Zacznijmy może od matów.


OPIS PRODUKTU:

Mat - musowo! jeśli uwielbiasz ten trend w makijażu ust - aksamitne i trwałe
błyszczyki są stworzone dla ciebie! lekka, zbliżona do musu formuła wytrzyma
na ustach przez wiele  godzin równocześnie ich nie wysuszając. bardzo łatwe
do nałożenia dzięki płaskiemu aplikatorowi.

SKŁAD PRODUKTU:

Do zobaczenia TUTAJ.

CENA PRODUKTU:
do 10zł


MOJA OPINIA:
Błyszczyki znajdują się w porządnym, plastikowym opakowaniu o pojemności 4,5ml
z płaskim, miękkim aplikatorem. Aplikator jest bardzo elastyczny i pracuje się z nim
bardzo dobrze i nie mamy problemów z rozprowadzeniem produktu na ustach.
Błyszczyki te mają kremową, lekką konsystencję. Pomimo matowego wykończenia
nie podkreśla nam skórek.
Zapach błyszczyków jest słodki, mi się kojarzy nawet z zapachem produktów
czekoladopodobnych. Smak błyszczyka również jest słodki.
Nie utrzymują się one na ustach długo, schodzą równomiernie z całej powierzchni
ust nie pozostawiając żadnych plam.
Są dostępne trzy wersje kolorystyczne - 05 VELVET ROSE, 06 SOFT NUDE,
07 SILKY RED.

Zacznę od mojego ulubieńca - Velvet Rose. Jest to nudziak z tonami brudnego
różu. Bardzo naturalnie wygląda na ustach, nie zbiera się w załamaniach.
Soft Nude - nudziak w zdecydowanie chłodniejszej od poprzednika tonacji
z wyraźnym schyłkiem ku kolorowi brązowemu, może takiej kawy z mlekiem.
Silky Red to krwiście czerwony, matowy błyszczyk. Osobiście uważam, że można
z nim bardzo dobrze pracować, ale wyłącznie przy wykonturowanych ustach.
Kolor ma bardzo zbliżony do kultowej pomadki z MACa - Russian Red.


OPIS PRODUKTU:
Lustereczko powiedz przecie.... błyszczyk z efektem lustrzanego blasku daje znakomity
efekt dzięki dużemu rozproszeniu koloru. dostępny zarówno w wersjach delikatnych
jak i odważniejszych. aplikator w gąbeczce pozwala nałożyć idealną ilość produktu tak
aby usta były lśniące i gładkie.

SKŁAD PRODUKTU:
Do zobaczenia TUTAJ.

CENA PRODUKTU:
do 10zł.

MOJA OPINIA:
Błyszczyki z efektem lustrzanego blasku znajdują się w takich samych opakowaniach
jak matowi braci, z tą różnicą, że tu aplikator jest bardziej okrągły, puchaty, taki
jak przy większości drogeryjnych błyszczyków.
Te jednak polubiłam mniej niż braci wyżej opisanych, ponieważ jestem z tych osób,
które nie lubią klejących się ust, a niestety te dają taki efekt, nawet za bardzo.
Mają bardziej żelową konsystencję, bez problemu rozprowadzają się na ustach.
W odróżnieniu od matów lubią zbierać się w załamaniach ust, "rowkach".
Zapach bardzo przyjemny, słodki, słabszy niż w wersji matowej.
Są dostępne cztery wersje kolorystyczne - 1 baby doll's favourite, 2 coral delight,
3 very berry, 4 I love pink.

Tutaj moim ulubieńcem jest numer 4 I love pink. W opakowaniu ma wściekle,
ciemno różowy kolor, nieco wpadający z fuksję, jednak na ustach jest bardzo
delikatny i subtelny. Ten najmniej się zbiera w załamaniach i schodzi z ust równo.
Jest jednolity, nie zawiera w sobie brokatu w przeciwieństwie do kolejnego.
2 coral delight to najbardziej "naładowany" brokatem błyszczyk, który na ustach
nie wygląda jednak jak kula dyskotekowa, a tylko delikatnie się mieni w słońcu.
Jego tony zdecydowanie są ciepłe, w tonacji pomarańczu.
1 baby doll's favurite jest również utrzymany w tonacji pomarańczowej, jednak
ma w sobie również trochę tonów różowych.
3 verry beery to najgorszy z tej całej serii. Kolor przypomina mi stereotypowy
"różowy dla blondynek". Niestety nie można go nałożyć równomiernie na usta,
zbiera się w każdym załamaniu ust, schodzi nierównomiernie.
swatche wszystkich, numerek pod swatchem odpowiada numerkowi koloru.

Podsumowując:
Błyszczyki matowe podbiły moje serce i zostaną ze mną na dłużej,
natomiast te "zwykłe" nie do końca mi odpowiadają. 2 i 4 sobie zostawiam, natomiast
1 i 3 oddam mamie.
po kolei od 1-7.

ROZDANIE NIESPODZIANKA! - PRZEDŁUŻONE DO 15.04


Przychodzę dzisiaj do Was z zapowiadanym od dawna rozdaniem - rozdaniem
niespodzianką. Chciałabym Wam podziękować za wszystko - za 164 obserwatorów,
ponad 23 tysiące wyświetleń, za prawie 900 komenatarzy, za 311 lubisiów.

BANER


REGULAMIN:
1) Rozdanie zaczyna się 25.02, a kończy 25.03. (zostaje przedłużone do 15.04)
2) Organizatorem jest nieidealniezidealnizowana, czyli ja.
3) W rozdaniu może brać udział każdy kto spełni wszystkie jego warunki.
4) Nagrodą jest pudełko niespodzianka, które zawiera głównie kosmetyki:
do włosów, do ciała, dla twarzy, coś dla nosa oraz kilka próbek.
Nagroda jest wysyłana wyłącznie na terenie Polski.
5) Zwycięzca zostanie ogłoszony do 3 dni po zakończeniu konkursu, na blogu
oraz otrzyma powiadomienie o wygranej na maila. 

Od ogłoszenia wyników zwycięzca ma 7 dni na zgłoszenie się po wygraną,
w przypadku kiedy zwycięzca się nie zgłosi z danymi losuję kolejną osobę.
6)
Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr. 4, poz. 27 z późn. zm).

Aby wziąć udział w rozdaniu należy:

OBOWIĄZKOWO:
- być obserwatorem bloga nieidealniezidealnizowana – 1 los
-
zostawić komentarz według wzoru pod tym postem

DODATKOWO:

- udostępnienie baneru na pasku, bądź publiczne udostępnienie na Facebooku
z odnośnikiem do rozdania na blogu - 1 los / udostępnienie
- polubienie nieidealniezidealnizowanej na FB1 los.
-
obserwowanie mnie na instagramie - 1 los
- Top Komentator otrzymują ode mnie dodatkowe 2 losy jeśli się zgłoszą.

oraz
Magdalena Cwalina, która jest moim Top Komentatorem na funpage.

Osoby, które obserwowały mój blog przed rozdaniem otrzymują dodatkowo 1 los.

Łącznie można zdobyć 6 losów, Top Komentatorki - 8.


WZÓR ZGŁOSZENIA:

- Obserwuję jako:
- Email:
- Top komentator: TAK/NIE
DODATKOWE:
- Baner na blogu: TAK (link) / NIE
- Udostępnienie na Facebooku: TAK (link) / NIE
- Lubię nieidealniezidealizowaną jako: TAK (imię i chociaż dwie litery nazwiska) / NIE
- Obserwuję na instagramie jako: TAK (nick) / NIE


Zapraszam do zabawy i życzę POWODZENIA! =)

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW #3

Tak jak pisałam Wam na stronie facebookowej bloga - rezygnuję z ustalania planu
pielęgnacji włosów na dany miesiąc, ponieważ zauważyłam, że takie rutynowe
trzymanie się wyłącznie wybranych na dany miesiąc kosmetyków nie służy moim
włosom. Niestety maska Kallos Keratin przeproteinowała moje włosy, więc próbując
doprowadzić je do lepszego stanu zafundowałam im porządną niedzielę.






Wszystkie produkty, które użyłam.


Na samym początku przygotowałam sobie maseczkę na skalp, której podstawą
była maska drożdżowa Babuszki. Do niej dodałam olejek łopianowy z  papryką
i kilka kropel olejku rycynowego. Taką mieszankę trzymałam na głowie bardzo
długo, bo około 10 godzin, po czym umyłam skalp szamponem babydream.

Na długość postanowiłam przygotować naprawdę odżywczą mieszankę.
Podstawą była bananowa maska Kallosa, do której dodałam kilka kropel
oliwy z oliwek, oleju arganowego oraz trochę miodu.
Taką mieszankę również trzymałam około 10 godzin pod foliowym czepkiem,
który dodatkowo zawinęłam w polarowy turban.



Postanowiłam przygotować sobie płukankę z zebranych jeszcze latem ziół
- skrzypu, pokrzywy i rumianku. Użyłam jej do ostatniego płukania.
Później wycisnęłam włosy za pomocą ręcznika, rozczesałam palcami i zawinęłam w koczek.



Niestety nie byłam w stanie zrobić zdjęcia zaraz po, gdyż skończyłam swoją pielęgnacje
około północy, więc tak wyglądały moje włosy na drugi dzień:

końcówki są do podcięcia - wiem, muszę wyrównać :D

PEELING BŁOTNY Z KWASAMI AHA - BINGOSPA

W okresie jesienno-zimowym bardzo wiele z nas sięga po produkty z kwasami,
bądź same kwasy. Ja również postanowiłam po raz pierwszy wypróbować jakiś
produkt, który je zawiera. Zdecydowałam się na peeling błotny z kwasami owocowymi,
czyli z najdelikatniejszym kwasem, ponieważ moja cera nie wymaga mocniejszych.
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić swoją opinią na temat tego produktu.


OPIS PRODUKTU:
Drobnoziarnisty peeling błotny BingoSpa do twarzy z kwasami owocowymi AHA
delikatnie usuwa martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego,
2% mielonych pestek z oliwek i pięćdziesięcio procentowe kwasy owocowe.
W przypadku cery tłustej i mieszanej błoto z Morza Martwego oczyszcza zatkane pory
skóry (poprzez absorbcję z porów nieczystości) oraz zapewnia działanie bakteriobójcze.
Bardzo istotne dla osób z cerą tłustą i mieszaną jest to, iż błoto powoduje istotne  zwężenie
porów skóry.

Kwasy owocowe złuszczają naskórek. Zwiększają poziom nawilżenia skóry czego
efektem jest poprawa elastyczności i wyglądu zewnętrznej warstwy skóry.

Po starannie wykonanym peelingu BingoSpa skóra jest oczyszczona i wygładzona,
bardziej podatna na działanie aktywnych substancji zawartych w innych preparatach
kosmetycznych BingoSpa.

CENA PRODUKTU:
 14zł/100g (TUTAJ)


SKŁAD:


MOJA OPINIA:

Peeling znajduje się w solidnym słoiczku wykonanym z grubego plastiku.
Nie ma możliwości samowolnego odkręcenia się, a słoiczek nawet podczas
upadków nie pęka. Etykieta jest co prawda papierowa, ale nie schodzi przy
użytkowaniu, nawet pomimo kontaktu z wodą.
Otrzymujemy 100g produktu, który ma błotną konsystencję z zatopionymi
pestkami wewnątrz.
Jak obiecał producent produkt nie zawiera kompozycji zapachowych i zdecydowanie
to czuć, ponieważ ma zapach charakterystyczny dla błota, który co prawda
na początku mi przeszkadzał, ale był do zniesienia, a wraz z upływem czasu
przyzwyczajałam się do niego.

Na początku obawiałam się jak zareaguje moja skóra na pierwszy kontakt z kwasami.
Pomimo, że kwasy owocowe należą do najsłabszych postanowiłam być ostrożna.
Na szczęście produkt przeszedł pozytywnie moją "próbę" i mogłam zacząć go stosować
bez obaw.
Postanowiłam go używać codziennie, ponieważ mojej cerze bardzo służą codzienne
peelingi. Podczas rutyny wieczornej oczyszczałam swoją twarz przy pomocy tego
produktu omijając okolice oczu.
Po każdym takim 'zabiegu' czułam, że moja skóra jest oczyszczona, wygładzona,
ale jednocześnie nie czułam żadnego pieczenia, czy ściągnięcia.
Wbrew małej pojemności produkt wystarczył mi na prawie cztery tygodnie.
Po tym czasie zauważyłam, że moja cera jest unormowana, nie ma na niej żadnych
niespodzianek, jest promienna, oczyszczona, ale także zauważyłam zredukowane
wydzielanie sebum, szczególnie w strefie "T".


Podsumowując: Ja jestem naprawdę zadowolona z działania tego produktu. Chętnie
do niego wrócę w okresie jesienno-zimowym.