Jestem świeżo po przeprowadzce, rzekłabym wtórnej przeprowadzce. Wchodząc do domu pomyślałam "Home sweet home" i przypomniało mi się, że mam do opisania właśnie wosk o tej samej nazwie - przypadek?
Oczyszczanie twarzy to dla mnie najważniejszy element pielęgnacji zarówno porannej jak
i wieczornej. Często zdarza mi się, że używam produktów, które nie do końca się w tej roli sprawdzają i cera zaczyna się bardziej zapychać. Na szczęście odkąd zaczęłam używać produktów bardziej naturalnych to zdarza się to rzadziej. Dzisiaj o jednym z moich ulubieńców.
Kolejne kosmetyki do włosów - tak wiem, wiem. Niestety znudził mi się już minimalizm kosmetyczny i teraz mam ochotę testować/używać kilka kosmetyków na raz, więc będzie
więcej recenzji tych samych kategorii. Dziś mam zestaw, który niedawno pojawił się dopiero
na rynku, a już robi wokół siebie szum - czy ja powielam ten 'bum' i czy rzeczywiście kosmetyki
są tak dobre, że warto się nimi zainteresować?
Tytuł mówi wiele, jednak kilka słów wstępu - ile z nas myśli o SOBIE? O tym, aby siebie rozpieszczać, aby mieć chwilę dla siebie, aby po prostu dbać o siebie (i nie mam tutaj na myśli codziennej kąpieli, czy pielęgnacji)?

Dość dawno nie było na blogu wosków - jakoś tak wyszło, że kiedy już odpalałam jakiś wosk to był
to sprawdzony zapach, który już opisywałam na blogu.
W styczniu zdenkowanych produktów miałam niewiele, więc postanowiłam poczekać z denkiem
do lutego, bo widziałam, że kończy mi się kilka kosmetyków - nie spodziewałam się jednak,
że aż tyle...
ZIELONY - spełnił moje oczekiwania//byłam zadowolona/kupię
ŻÓŁTY - po części spełnił moje oczekiwania/zastanowię się zanim kupię ponownie
CZERWONY - nie spełnił moich oczekiwać/nie kupię
Dzisiaj mam dla Was taki niestandardowy wpis, który jest wprowadzeniem do tego co będę testować przez kolejne dwa miesiące, a jednocześnie mam dla Was ciekawą akcję, którą zapoczątkuję tym wpisem.
Do tej pory nie używałam kremów pod oczy, a wyłącznie czyste masło shea, które moim zdaniem zdecydowanie lepiej nawilża niż nie jeden krem. Niestety moje masło shea z mazidla.com zaczęło
nieciekawie pachnieć, więc wrzuciłam je do denka i wyciągnęłam z zapasów krem od Fitomed,
który mnie bardzo ciekawił.
Uwielbiam peelingi o czym wspominałam nie raz, te naturalne podwójnie. Dzisiaj mam Wam do zaprezentowanie peeling, który niesamowicie skradł moje serce i nie wyobrażam sobie już pielęgnacji bez jego użycia.
Niegdyś konturowanie twarzy było dla mnie przeżytkiem, a dziś nie wyobrażam sobie bez niego makijażu - przecież buzia wygląda tak... inaczej. Jako początkująca w tych sprawach nie chciałam wydawać majątku na produkty do konturowania, bo co jak mi się nie spodoba, bo co jak nie będę umiała tego robić... Postawiłam więc na gotowy zestaw, który swego czasu robił szum w blogosferze.

Obiecywałam, przekładałam, bo zdjęć nie miałam - tak w skrócie opiszę dlaczego ta recenzja pojawia się tak późno. Wydłużony czas sprawił, że mogłam przetestować olejek na wielu kosmetykach,
co dało mi jeszcze rzetelniejsze spojrzenie na produkt.
Jako posiadaczka cery mieszanej mam tłustą strefę "T", którą należy zawsze zmatowić. Używałam
już wielu pudrów - prasowanych, sypkich, jednak nie znalazłam jeszcze tego idealnego, więc cały
czas próbuję 'hitów' blogosfery. Skusiłam się na dzisiejszego bohatera po wielu pozytywnych recenzjach - jak się sprawdził u mnie?
Takiego tagu jeszcze u mnie nie było, a myślę, że skoro jestem wielkim miłośnikiem zwierzaków
to wypadałoby Wam przedstawić moje pociechy - obecnie są to dwie - kot i chomik.
Dzisiaj o tym mniejszym, bo poprzedni kot niestety zaginął, a obecnego mam dopiero od około tygodnia i nie mam jeszcze żadnych ciekawych zdjęć, więc o nim za jakiś czas.
Dzisiaj dość nietypowy przepis, bo zupełnie obiegający od tematyki mojego bloga, chciałam jednak urozmaicić trochę tematykę, ponieważ nie jestem w stanie co miesiąc opisywać ok.20-30 kosmetyków, a blog kulinarny był trochę niewypałem, więc to co chcę 'puścić' w świat po prostu będę co jakiś czas prezentowała tutaj. Nie przekonuje Was tytuł? Zapewniam Was jednak, że warty spróbowania. Osobiście jestem wielkim maniakiem słodkości - wszystkich - jednak kiedy zaczęłam zwracać uwagę na to co jem, doszłam do wniosku, że nie ma co się faszerować pustymi węglowodanami i warto jeść coś bardziej
pożywnego i zdrowego. Zainspirowana przepisami z internetu postanowiłam i ja stworzyć swoje
zdrowe brownie dostosowując składniki do siebie.
Dzisiaj chcę Wam zaprezentować mojego faworyta wśród szamponów w ostatnim czasie.
Przekonuje mnie nie tylko naturalny skład, ale przede wszystkim... działanie.

W grudniu nie miałam dla Was zbyt wiele nowości do pokazania, więc połączyłam je z nowościami stycznia. Jest tego dość sporo, jednak większość to uzupełnienie braków, ale również skuszona promocjami wiele zakupiłam wiele rzeczy.
Wiele razy widziałam na blogach wpisy z 'wishlistami' z azjatyckich stronek, jednak nie mogłam
się przekonać, aby sama spróbować. Moje podejście zmieniło się kiedy zaczęły napływać do mnie
pozytywne recenzje produktów z takich właśnie stron.
Nie będę ukrywać, że chciałabym poniższe produkty wypróbować i proszę o kliki w linki, co mi
może to ułatwić.


Krem na noc uważam za niezbędnik i wydaje mi się, że właśnie na ten krem należy zwrócić szczególną uwagę podczas pielęgnacji cery i warto w niego zainwestować. Ja znalazłam swój krem idealny na noc, jednak nie miał on zbyt naturalnego składu na czym mi obecnie zależy wybierając produkty do pielęgnacji twarzy. Szukając natknęłam się na chyba najpopularniejszy krem
z naturalnym składem kultowej już marki - Sylveco. Jak się u mnie sprawdził?
Nawilżanie włosów to podstawowy krok w ich pielęgnacji. Kiedy nadchodzi zima - zimne powietrze na zewnątrz, ciepłe i suche powietrze w budynkach, to nasze włosy cierpią, oj bardzo. Wtedy trzeba
im podwójnego nawilżenia, aby nie były suche i się nie puszyły. Ja znalazłam produkt, który pomaga
mi utrzymać je w ryzach podczas tych ciężkich dni dla włosów.
Okres zimowy niestety sprawia, że nasze usta zazwyczaj w tym czasie są suche i spierzchnięte,
a jak wiadomo żadna pomadka ładnie na takich ustach nie wygląda. Mnie ten problem dotyka dość rzadko, jednak w tym roku przyszła kolej i na mnie. Na szczęście miałam w swoich kosmetykach tajną broń, o której dzisiaj.

Chyba każdy z nas przyzna, że zaraz za żelami szampony do włosów są grupą produktów, które zużywamy najczęściej, a co za tym idzie często testujemy coś nowego. Jako włosomaniaczka uwielbiam szczególnie tę grupę produktów. Obecnie testuję na raz (!) trzy szampony, porównuję
je, sprawdzam na różnych podłożach i w różnych sytuacjach. Dzisiaj chcę Wam trochę opowiedzieć
o jednym z nich, który dość mocno przetestowałam i mam wyrobione zdanie na jego temat.
Dawno już nie było postu z ulubieńcami, bo ostatni pojawił się.. w sierpniu. Aż wstyd przyznać.
Zawsze było tak, że albo miałam zbyt małą ilość produktów, albo używałam tych samych produktów,
które już pokazywałam w ulubieńcach. Tym razem mam kilka nowych perełek, więc się nimi z Wami
podzielę.
Jak wiadomo żele pod prysznic to grupa produktów, których zużywamy najwięcej, a co za tym idzie najwięcej z nich testujemy. Ja dzisiaj chcę napisać o żelu, który z pewnością przyda się osobom
z suchą skórą.
Chyba każdy się ze mną zgodzi, że obecna aura za oknem sprzyja paleniu wosków. Ja nie ukrywam, że ostatnio trochę je odstawiłam, jednak mam zamiar do nich powrócić. Dzisiaj o wosku, który mnie zaskoczył.

Ponad cztery miesiące temu pokazywałam Wam po raz pierwszy kosmetyki, których używam
do pielęgnacji swojej cery, a dziś przychodzę z aktualizacją. Trochę się zmieniło w mojej pielęgnacji,
zaczęłam przechodzić na 'naturalną' stronę mocy. Prezentuję Wam tutaj produkty, które używam na dzień dzisiejszy, na pewno za jakiś czas znowu zrobię aktualizację.
